Gdy wszystkie puzzle układają się w całość

Kupiliśmy dom.

To jedna z tych historii, które z pozoru są po prostu „o nieruchomościach”, a w rzeczywistości zostawiają po sobie dużo więcej – sporo refleksji, uważności i poczucia, że czasem życie naprawdę potrafi samo się poukładać. Ale od początku.

Rynek mieszkaniowy w Szwecji – zupełnie inna gra

Rynek nieruchomości w Szwecji działa zupełnie inaczej niż w Polsce. Tu raczej nie wystawia się mieszkania „po prostu” na OLX czy Facebook Marketplace. Cały proces jest mocno uporządkowany i w praktyce oparty na firmach maklerskich (mäklare), które są głównymi graczami na rynku.

Najczęściej wygląda to tak:

  • kontaktujesz się z kilkoma biurami maklerskimi,
  • dostajesz värdering – wycenę mieszkania,
  • wybierasz maklera i podpisujesz umowę,
  • przygotowywane są zdjęcia (często z home stagingiem),
  • oferta trafia na Hemnet – główny portal z nieruchomościami w Szwecji,
  • zaczyna się seria pokazów i… czekanie.

Całość bywa długim i wyczerpującym procesem.

Sprzedaż, która nie jest przyjemnością

Dla sprzedających ten etap rzadko bywa lekki. Na pokazach wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Mieszkanie powinno wyglądać tak, jakby nikt w nim nie mieszkał – neutralne, idealnie czyste, bez śladów codzienności.

Do tego dochodzi presja czasu, ciągłe sprzątanie, wychodzenie z domu na pokazy i niepewność. Cały proces potrafi trwać miesiącami. Czasem pół roku, czasem dłużej.

Plan na 2026

Z Erikiem wiedzieliśmy jedno: rok 2026 to rok przeprowadzki. Chcieliśmy zamknąć wszystko zanim Sofia zacznie klasę zerową. Realnie zakładaliśmy, że sprzedaż naszego mieszkania zajmie co najmniej kilka miesięcy. Minimum sześć.

Kiedy we wrześniu podjęliśmy decyzję, że sprzedajemy, powiedziałam do Erica pół żartem, pół serio:

„Wiesz co, kupiec już jest. On tylko jeszcze nie wie, że to mieszkanie jest na sprzedaż.”

I… wszystko toczyło się bardzo leniwie. Powoli podpisywaliśmy umowę z mäklaren. Powoli porządkowaliśmy mieszkanie. Powoli wynosiliśmy rzeczy, które nie mogły znaleźć się na zdjęciach.

Telefon, który zmienił wszystko

Aż pewnego pięknego poniedziałku zadzwonił nasz makler.

Powiedział, że ma potencjalnego kupca. Tylko jest jeden szczegół – mieszkanie nie jest jeszcze wystawione online.

Kupiec chciał zobaczyć je w piątek. Czy damy radę?

Zakasałyśmy rękawy. Oczywiście, że daliśmy radę.

W poniedziałek przyszła informacja: kupiec wybiera nasze mieszkanie spośród sześciu, które oglądał ostatnio, i zgadza się na nasze warunki.

Bez Hemnetu. Bez pokazów. Bez bycia „online”.

Makler powiedział nam wprost, że takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko.

A potem… dom

Mieliśmy już wcześniej upatrzone miejsce, gdzie chcieliśmy się przenieść. I tam również wszystko potoczyło się ekspresowo.

Zastanawialiśmy się z Erikiem, czy podejmujemy dobre decyzje. Ale kiedy rzeczy idą jak po przysłowiowym maśle, kiedy niczego nie trzeba wymuszać, przekonywać, przyspieszać na siłę – pojawia się to ciche, spokojne poczucie:

to jest właściwa decyzja.

Że jesteś dokładnie w tym miejscu, w którym masz być.

Nie było szarpania się. Stresu. Gonitwy.

Po prostu to do nas przyszło.

I reszta życia

Patrzę teraz na inne obszary mojego życia i myślę sobie, jak pięknie byłoby, gdyby więcej rzeczy przychodziło właśnie w ten sposób.

Ale o tym – innym razem.

Leave a comment

Mam na imię Ola

i witam Cię serdecznie na Trzy Kultury. Jestem mamą, żoną i pasjonatką życia w wielokulturowym świecie. Razem z moim mężem, który pochodzi z Argentyny, wychowujemy naszą córkę w Szwecji. To miejsce, gdzie dzielę się naszymi codziennymi radościami, wyzwaniami i refleksjami na temat świadomego rodzicielstwa w tak barwnej, wielokulturowej rodzinie. Cieszę się, że jesteś tutaj i mam nadzieję, że znajdziesz inspirację, wsparcie i trochę radości w naszej wspólnej podróży. Zapraszam do odkrywania!

Pozostańmy w kontakcie