Nie było mnie tu chwilę. Bo czasem trzeba po prostu płynąć z prądem. Dać się nieść temu, co życie podrzuca – z całym jego chaosem, pięknem, zmęczeniem i niespodziankami.
Na jeden dzień zostałam doulą
Było intensywnie. Na jeden dzień zostałam doulą – i to było jedno z najbardziej poruszających doświadczeń w moim życiu. Być przy narodzinach, towarzyszyć kobiecie, która przechodzi przez jedno z najbardziej ekstremalnych doświadczeń – to ogromna odpowiedzialność, ale też zaszczyt. Czułam się jak część jakiegoś pradawnego kręgu kobiet. I choć wiem, że to zawód nie dla mnie na dłuższą metę, mam ogromny szacunek dla każdej douli – potrzebujemy was!
Spokojne święta i nowy członek rodziny
Święta i Nowy Rok były spokojne, ale spędziliśmy dużo czasu u siostry Erica, bo pojawił się tam mały nowy człowiek. Takie momenty sprawiają, że zatrzymujesz się, otulasz najbliższych i zapominasz na chwilę o świecie zewnętrznym.
Nowa praca i stary stres
A potem styczeń. Minął w sekundę. I zanim się zorientowałam – zaczęłam nową pracę. Nowa praca to jak nowe życie – nowe twarze, nowe zasady gry, nowe napięcia i zachwyty. Ponoć poziom stresu u osób zaczynających nową pracę jest porównywalny do tego, który towarzyszy stracie bliskiej osoby. I nie zdziwiło mnie to ani trochę. Bo nawet jeśli to zmiana na lepsze – to nadal zmiana. A zmiany bywają wyczerpujące.
Zdrowotne przygody Sofii i klimat kwarantanny
W międzyczasie Sofia przeszła operację – usunięcie migdałów i korektę przegrody nosowej. Ulga jest ogromna, ale… wszystko ma swoją cenę. Weszliśmy w wir bakteryjno-wirusowego szaleństwa. I kiedy piszę “non stop”, to mam na myśli totalny ciąg. Jakbyśmy mieszkali w infekcyjnej pętli czasu. Ostatnie dwa tygodnie przeciągnęły nas przez wszystkie możliwe objawy. Nadal siedzimy w domu i mamy vibe jak za czasów pierwszego covida – tylko bez papieru toaletowego na wagę złota.
Transformacja wewnętrzna
I w tym całym chaosie… dużo się dzieje też we mnie. Nie wiem, czy to coś w stylu duchowego przebudzenia, czy po prostu statystyczny kryzys wieku średniego – ale czuję, że coś się zmienia. Pękają jakieś skorupy. Przychodzą nowe pytania. Inne odpowiedzi.
Szczęście pochodzi z wnętrza
Jedno z tych olśnień chciałam dziś zostawić też Tobie:
szczęście nie jest gdzieś tam – szczęście to ty.
Nie wydarzy się, gdy skończy się choroba, gdy spłacisz kredyt, gdy politycy ogarną świat (spoiler: nie ogarną). Szczęście jest teraz. W tobie. W drobnych chwilach. W ciepłej kawie, w śmiechu dziecka, w krokusie, który właśnie rozkwitł pod Twoim blokiem.
Przestańmy szukać szczęścia na zewnątrz. Nie oddawajmy mocy światu zewnętrznemu. On i tak robi swoje. Ty po prostu bądź. Oddychaj. Wąchaj. Uśmiechaj się.
Nie oddawaj swojej mocy światu zewnętrznemu. Ty decydujesz, kim jesteś.
I śmiejmy się więcej!
Bo to zmienia chemię w naszym mózgu – serio, są na to badania. Nasz mózg lubi, jak się śmiejemy. Daje nam wtedy zastrzyk naturalnych antydepresantów. Więc czemu nie?

W moim biurze, zaraz przy wejściu, jest kawiarnia. I pracuje tam cudowny człowiek – chodząca radość. Zawsze uśmiechnięty, zawsze pamięta, co u mojego psa. Kilka dni temu zapytał mnie:
– Jak ty to robisz, że codziennie jesteś taka zadowolona?
A ja na to:
– Bo wiem, że cię spotkam. A ty? Jak ty to robisz?
I tak sobie stoimy, dwójka dorosłych ludzi, śmiejąc się do porannej kawy, jakby świat był prostszy niż się wydaje. I może właśnie taki jest, tylko my go komplikujemy.
Tylko miłość
Dlatego, moi drodzy – nie dajmy się wciągnąć w doły, w polityczne spory, w złe wiadomości. Szukajmy piękna w małym. Świećmy jak te krokusy, które uparcie wychodzą z zimnej ziemi.
Only love can save us all.
Z miłością,
Ola








Leave a comment