Czyli nasza niezwykła historia miłosna, a właściwie jej początek.
Cześć wszystkim! Witam Was serdecznie na moim blogu “Trzy Kultury”. Cieszę się, że tu trafiliście, bo chcę podzielić się z Wami historią, która jest dowodem na to, że przeznaczenie naprawdę istnieje – a przynajmniej ja w to mocno wierzę.
Historia ta sięga 2013 roku, kiedy nasze ścieżki zaczęły się splatać, chociaż początkowo o tym nie wiedzieliśmy. Oboje postanowiliśmy zmienić swoje życie i przeprowadzić się do Szwecji – ja przyjechałam tu pod koniec roku, a mój mąż Eric już w kwietniu. Co ciekawe, choć dzieli nas ogromna odległość – Eric pochodzi z Cordoby w Argentynie, a ja z Buska-Zdroju w Polsce – to właśnie w Szwecji, kraju tysiąca jezior, mieliśmy się spotkać.
Nasze prawdziwe randkowanie zaczęło się dzięki Tinderowi, jak to często bywa w dzisiejszych czasach. Oboje, nowi w kraju, szukaliśmy czegoś więcej niż tylko towarzystwa. Ale co ciekawe, przeznaczenie już wcześniej zagrało swoją rolę, choć wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy.
Rok przed tym, jak zostaliśmy parą, oboje znaleźliśmy się na tym samym koncercie w Gröna Lund – legendarny Robert Plant, głos Led Zeppelin, przyciągnął nas oboje do tego magicznego miejsca. Pamiętam ten wieczór bardzo dobrze. Stałam blisko sceny, chłonąc dźwięki i atmosferę, ale nie wszystko było idealne. Obok mnie stał jakiś facet, który z koleżanką ciągle rozmawiał po hiszpańsku. Ich rozmowy były tak głośne i intensywne, że w pewnym momencie naprawdę miałam ochotę zwrócić im uwagę albo po prostu przemieścić się w inne miejsce. Ale koniec końców zostałam, próbując się skupić na muzyce.
Nie uwierzycie, co się stało potem. Kiedy po jakimś czasie zaczęliśmy z Ericiem regularnie się spotykać, rozmawialiśmy o różnych rzeczach, w tym o muzyce. I nagle, zupełnie przypadkowo, wyszło na jaw, że oboje byliśmy na koncercie Roberta Planta. To był ten moment, kiedy coś kliknęło. Zaczęliśmy wymieniać szczegóły, gdzie kto stał, co pamiętał – i wtedy dotarło do mnie, że ten uparty, gadatliwy facet z koncertu, który irytował mnie swoim gadulstwem, to był… Eric!

To niesamowite, jak los prowadzi nas swoimi ścieżkami, splatając je w najmniej oczekiwanych momentach. Nasza historia to dowód na to, że jeśli coś ma się wydarzyć, to tak się stanie – niezależnie od odległości, okoliczności czy przypadków. Cordoba w Argentynie i Busko-Zdrój w Polsce są od siebie tak odległe, a jednak nasze drogi się spotkały, i to w Szwecji, kraju, który stał się naszym nowym domem.
Czasami myślę o tym, jak nasze życie byłoby inne, gdybyśmy wtedy w Szwecji nie postanowili spróbować Tinderowego szczęścia. Ale z drugiej strony, może przeznaczenie znalazłoby inny sposób, by postawić nas na swojej drodze? Teraz, z perspektywy czasu, wierzę, że tak właśnie miało być. Nasza historia pokazuje, że przeznaczenie działa w najbardziej nieoczekiwany sposób, łącząc ludzi z różnych krańców świata w jednym, właściwym momencie.
Mam nadzieję, że będziecie mi towarzyszyć w tej podróży przez trzy kultury – Polskę, Argentynę i Szwecję – które teraz stanowią integralną część mojego życia. Na moim blogu “Trzy Kultury” będę dzielić się z Wami nie tylko historiami z przeszłości, ale także przemyśleniami na temat codziennego życia w trójkulturowym związku, inspiracjami z różnych części świata, i wszystkim tym, co sprawia, że nasza historia jest tak wyjątkowa.
Do zobaczenia w kolejnych wpisach! Dziękuję, że jesteście tutaj z nami i mam nadzieję, że nasza podróż przez trzy kultury będzie dla Was tak inspirująca, jak jest dla nas.








Leave a comment